Neurode - Nowa Ruda wczoraj i dziś
Neurode - gestern und heute

| STRONA GŁÓWNA | WSTĘP | WIADOMOŚCI OGÓLNE O NOWEJ RUDZIE |
| NOWA RUDA WCZORAJ I DZIŚ | OKOLICE NOWEJ RUDY WCZORAJ I DZIŚ | SEDLUNG GABRESGRUND CZYLI ORKANY |
| NOWA RUDA NA STARYCH FOTOGRAFIACH I WIDOKÓWKACH | LINKI |

LEGENDA O CZARTACH Z NOWEJ RUDY

       Osobliwa historia przydarzyła się w 1540 r. w Nowej Rudzie, o której wieść przekroczyła granice Hrabstwa Kłodzkiego i Dolnego Śląska i o której do dziś ludzie sobie opowiadają.
       Pan Zygmunt von Stillfried (niektórzy zwą go także Jerzym) zaprosił na wystawną ucztę z okazji dożynek swoich bliższych i dalszych znajomych. Będąc z natury gościnnym z góry cieszył się na tłumne odwiedziny. Tymczasem mijały godziny, a nikt z zaproszonych nie zjawiał się w pałacu. Trzeba dodać, że Sillfried był znany jako człowiek gwałtowny, wręcz niepohamowany, który gdy coś nie poszło po jego myśli, okropnie klął i wyzywał. Ta jego przywara stała się przyczyną towarzyskiego bojkotu. Goście, których z rosnącą niecierpliwością oczekiwał, mięli po prostu dość jego przekleństw i nieprzyzwoitych manier i pragnęli mu to swoją nieobecnoącią wykazać. Stillfried wpadł w straszny gniew i uniesiony pasją zawołał:
       - "Niech tu przybędą wszystkie diabły z piekielnych czeluści, skoro żaden człowiek nie chce!"
       Po czym ochłonąwszy nieco, udał się do kościoła, by wysłuchać kazania. W tym samym czasie do pałacu przybyli jacyś obcy i dziwni goście. O ich przybyciu doniesiono panu, a ten przypomniawszy sobie, co w złości wykrzyknął, wystraszył się wielce. Za radą proboszcza rodzina barona, cała służba i czeladź usunęli się z pałacu. Niestety, wszyscy zapomnieli o małym dziecku, które spało w kołysce, w sypialnej komnacie.
       Diabły tymczasem rozsiadły się za stołem i zaczęły żreć, żłopać, wydzierać się i ryczeć niczym lwy, niedźwiedzie, koty, psy i wilki. Wtem baron przypomniał sobie o dziecku pozostawionym w kołysce.
       -"Gdzie moje dziecko?!" zawołał gorączkowo. Ledwie te słowa wypowiedział, gdy w oknie ukazał się jegomość, wysoki, cały czarny i o szkaradnej twarzy, trzymający w rękach maleństwo. Wszyscy pobledli przerażeni, nie wiedząc, co czynić. Aż powstał pachołek, wiemy sługa barona i przemówił: - "Panie z pomocą Bożą i w imię Najwyższego pójdę tam i zabiorę czartom dziecko". Pobłogosławiony przez kapłana, polecając się modłom wiernych, poszedł pachołek do pałacu, do komnaty sypialnej, gdzie spało niemowlę. Otworzywszy drzwi komnaty, ujrzał przed sobą całą czeredę diabłów. Rzuciły się do niego, wszczynając zgiełk i przekrzykując się wzajemnie: -"Kim jesteś i czego chcesz. o co chodzi?!"
       Wierny sługa, choć zimny pot wystąpił mu na czoło, poleciwszy się Bożej pomocy, rzeki spokojnie i z wielką powagą: - "Słuchaj czarcie, przyszedłem tu po dziecko, oddaj mi je!" - "Nigdy"- wrzasnął diabeł! -"Dziecko jest moje! Wracaj do swego pana i powiedz mu, że sam musi tu przyjść, by zabrać dziecko". Na to sługa: "Jest moim obowiązkiem wobec Boga, czynić to, co Bogu miłe. Dlatego też 'W imię Boga i z Jego pomocą wezmę to dziecko i odniosę ojcu".
       Wypowiedziawszy te słowa, wydarł dziecko z diabelskich ramion i choć diabły wszczęły niesamowity rwetes, chrząkając niczym prosięta, miaucząc jak koty, wyjąc jak wilki, drąc się jak opętane i grożąc, że go na kawałki rozerwą, opuścił komnatę cało i spokojnie i oddal dziecko uradowanym rodzicom.