Neurode - Nowa Ruda wczoraj i dziś
Neurode - gestern und heute

| STRONA GŁÓWNA | WSTĘP | WIADOMOŚCI OGÓLNE O NOWEJ RUDZIE |
| NOWA RUDA WCZORAJ I DZIŚ | OKOLICE NOWEJ RUDY WCZORAJ I DZIŚ | SEDLUNG GABRESGRUND CZYLI ORKANY |
| NOWA RUDA NA STARYCH FOTOGRAFIACH I WIDOKÓWKACH | LINKI |

WYCIECZKA PO WZGÓRZACH WŁODZICKICH

      Często, gdy chodzimy po naszym mieście mijamy biało żółto (czerwono, zielono) białe znaki malowane na drzewach, murach i słupach. Rzadko zastanawiamy się, do czego one służą i skąd, dokąd prowadzą, wcale mnie to nie dziwi brakuje ogólnodostępnej informacji na ten temat. Niektórzy nawet niszczą je bezmyślnie nie wiedząc jak zniszczone i brakujące znaki szlaku turystycznego mogą utrudniać wędrówkę turyście przekonałem się o tym niedawno. Postanowiłem odbyć wędrówkę Wzgórzami Włodzickimi ze Słupca do Świerk. Szedłem za czerwonym szlakiem ulicami Radkowską i Połoniny. Idąc laskiem liczyłem kapliczki drogi krzyżowej by szybciej mi minęło podchodzenie krętą drogą. Stanąłem przy kościółku Matki Boskiej Bolesnej na Kościelcu (586 m.), młodzież rozstawiała wojskowe namioty na łące. Zaczęły się wakacje i okres kolonii letnich. Dotarłem do miejsca gdzie zaczyna się szlak zielony szkoda, że nie ma tutaj kierunkowskazów informujących, dokąd prowadzą szlaki czerwony i zielony i ile potrzeba czasu na ich pokonanie. Przedzieram się przez morze traw do wieży widokowej na Górze Wszystkich Świętych (648 m.). Z tarasu widokowego patrzę na panoramę obejmującą między innymi Góry Kamienne, Sowie, Stołowe, Bystrzyckie, Orlickie.

Wieża widokowa na Górze Wszystkich Świętych (648 m.)

           Zatrzymują mnie jeszcze na chwile kępki jagód, które zrywam i jem. Wchodzę za zielonym szlakiem do lasku brnę przez krzaki i po przejściu kilku metrów czeka na mnie niespodzianka szlak, za którym idę skończył się. Rozglądam się dookoła w poszukiwaniu zielonego znaku, lecz nigdzie go nie widzę Powinienem się cofnąć do miejsca, w którym widziałem zielony znak po raz ostatni, ale nie chce mi się wracać. Postanowiłem zdać się na mój turystyczny zmysł. Po kilku metrach natrafiam na szlak. Nie wiem jeszcze, że takich niespodzianek czeka mnie jeszcze wiele podczas dzisiejszej wędrówki. Co chwila gubię szlak, szęśliwie go odnajduję i przedzieram się przez chaszcze. Mimo, że jest gorąco cieszę się, że ubrałem długie spodnie. Mijam kamieniołom czerwonego piaskowca i dochodzę do wsi Bieganów. Jest tu cicho spokojnie z dala od zgiełku miasta. Może to błędne wyobrażenie, ponieważ w pobliżu znajduje się kamieniołom, ale dzisiaj jest tutaj cicho i spokojnie, chociaż jest dzień roboczy. Zauważam kierunkowskaz na Górę Wszystkich Świętych zrobiony pewnie przez któregoś z mieszkańców wsi.

Widok na Bieganów

          Idzie mi się bardzo przyjemnie mijam łany dojrzewającej pszenicy, falują trawy, pasą się konie krowy gdzieś pieje kogut tylko pies, który wyczuł obcego idzie za mną szczekając nie daje mi spokoju. Przyspieszam kroku, aby jak najszybciej pozbyć się natręta. Dochodzę do masztu na Górze Świętej Anny (647 m.) ujadanie psa pilnującego obiektu powoduje, że szybko oddalam się z tego miejsca. Mijam pasące się krowy i już jestem przy kamiennej wieży widokowej służącej obecnie za przekaźnik telewizyjny.

Wieża widokowa na Górze św. Anny

          Kto wie może niedługo wieża zostanie udostępniona turystom? Jestem w miejscu gdzie kiedyś były tablice informujące o dalszym przebiegu szlaków zielonego i żółtego. Jest tutaj kilka ławek, palenisko jednak drogowskazów brak od dawna. Czyżby spłonęły w ognisku? Przechodzę obok kościółka i schroniska szlak prowadzi mnie drogą w dół do miasta. Znaki skręcają w lewo, więc schodzę z drogi w leśną ścieżkę. Idąc skrajem łąki widzę pasące się konie, kozy zastanawiam się, jakie jeszcze zwierzęta spotkam dzisiaj. Idąc dalej spostrzegam po lewej stronie obelisk z miejscowego czerwonego piaskowca.

Kamień upamiętniający Carla Ferche

          Odczytuję sentencję. Kamienny głaz upamiętnia Carla Freche działacza noworudzkiej sekcji Glatzer Gebirgsverain (GGV), czyli Kłodzkiego Towarzystwa Górskiego. Carl Freche przyczynił się do rozwoju turystyki na Ziemi Noworudzkiej to dzięki jego staraniom została wybudowana wieża widokowa na Górze Świętej Anny (647 m.) i schronisko. Następnie przechodzę przez park (?!) Jest tutaj tyle śmieci i połamane ławki, że ten niby park przypomina mi śmietnisko. Opuszczam jak najszybciej to nieprzyjemne miejsce. Przemykam noworudzkimi uliczkami i zatrzymuję się na placu przed budynkiem stacji w nadziei, że może tutaj znajdę jakieś kierunkowskazy wiem, że kiedyś tutaj były. Szukam rozglądam się niestety nie ma. Schodzę schodami w dół następnie ulicą Martwą. Jestem na Osiedlu Piastowskim. Podchodzę szybko pod górę zostawiam za sobą rzędy bloków ciąg garaży a następnie idę dróżką między działkami. Odwracam się, co chwilę i patrze na panoramę miasta z wyróżniającym się kościołem św. Mikołaja. Szlak, który od jakiegoś czasu nie sprawiał mi niespodzianek znowu znikł. Odtąd oprócz rzadko pojawiającego się szlaku, który wyznacza mi kierunek marszu prowadzić mnie będzie polna droga. Idąc między polami pszenicy dochodzę do przydrożnej kapliczki.

Przydrożna kapliczka

          Postanawiam się tutaj zatrzymać i odpocząć w cieniu jarzębiny. Siedzę w ciszy i spokoju jem kanapki piję wodę patrzę na mapę próbując ustalić swoją pozycję i odległość, która mam jeszcze do przebycia. Robię kilka zdjęć i dalej w drogę. Po prawej stronie rozpościera się widok na Góry Sowie widać stąd Kalenicę (964 m.) i Wielką Sowę (1015m.) Góry te rozpoznaję po stojących wieżach widokowych. Polna droga wiedzie mnie nad Sokolicą widać stąd krętą drogę i wiejskie budynki. Powoli zbliżam się do Krajanowa zafascynowany książką Olgi Tokarczuk "Dom dzienny, dom nocny" rozglądam się poszukując "Pietna" wiem, że go nie znajdę, ponieważ to tylko fantazja literacka, ale jest tutaj tak ciekawie, iż zdaje mi się, że Pietno jest tu gdzieś obok. Szlak przeszedł teraz na drugą stronę grzbietu wzgórz. Stanęła przede mną panorama Ludwikowic z mostem kolejowym. W oddali widzę stado owiec zastanawiam się czy wzrok mnie nie myli, z tego gorąca. Idę w kierunku pasącego się stada owiec. Niesamowity widok kierdel pasących się owiec nie na Podhalu a tutaj kilka kilometrów od Nowej Rudy. Słyszałem, że wypasa się tutaj owce, ale widok stada robi na mnie niesamowite wrażenie. Robię kilka zdjęć i opuszczam beczący kierdel.

Stadko owiec na Wzgórzach Włodzicikich

Kierdel owiec na Wzgórzach Włodzicikich

          Szlak skręca w prawo w kierunku lasu dochodzę do brzegu lasu i szukam następnego znaku. Rozglądam się dookoła w poszukiwaniu zielonego znaku, nie ma go. Odnajduję go dopiero na jednym z czterech buków rosnących obok siebie. Wchodzę do lasu i podchodzę pod górę cieszę się, że nareszcie jakaś odmiana i jest tutaj trochę cienia. Leśna ścieżka prowadzi w górę szlak znowu znikł. Zastanawiam się czy aby nie pomyliłem drogi, ale po kilku metrach znajduję szlak i dochodzę do urwiska. Zatrzymuję się tu na chwile spoglądam w dół i idę dalej. Po chwili staję na szczycie Włodzickiej Góry (758 m.) w otoczeniu krzaków i przy ruinie wieży widokowej. To trzecia wieża, którą spotykam podczas mojej wędrówki szkoda, że jest w najgorszym stanie. Zastanawiam się wejść czy nie wejść na szczyt po rozwalających się schodach, jednak rezygnuję z ryzykownej wspinaczki.

Ruiny wieży na Włodzickiej Górze (758 m.)

          Schodzę w dół wąską ścieżką i przy murach starego kamieniołomu i znowu znika mi szlak. Ponownie szukam trzech pasków tym razem bez rezultatu. Postanawiam zejść ścieżką powinien tędy prowadzić szlak. Po chwili zamiast iść szlakiem przedzieram się przez krzaki malin i stoję na łące. Widać stąd budynek stacji PKP zmierzam na przełaj w jego kierunku. Stoję przy sfatygowanym kierunkowskazie sczerniałe drewniane tablice informują o dalszym przebiegu szlaku i ilości czasu potrzebnym do ich przebycia. Dalej szlak prowadzi na Wielką Sowę (1015m.) powinienem tam być za około trzy godziny. Smutny jest stan techniczny tego szlaku na tym odcinku, który przeszedłem. Szlak jest niedokładnie oznakowany i brak kierunkowskazów może sprawiać kłopoty początkującym turystom. Nie chcę nikogo zniechęcać to wędrowania tym szlakiem wręcz zachęcam, ponieważ trasa jest bardzo ciekawa obfituje w niezwykłe widoki i jest interesującą lekcją przyrody, dla mieszczuchów.
          Tutaj kończę moją wędrówkę po Wgórzach Włodzickich. Czekam na pociąg, którym wrócę do Nowej Rudy i krótką przejażdżkę jedną z najbardziej malowniczych tras kolejowych w Polsce, ale to temat na osobny artykuł.

Długość trasy - około 16 km
Czas potrzebny do przejścia trasy - około 5 godzin
Syrioosh